Drewno trzaska na kominku, Sixten oddycha ciężko, a ja drapię go za uszami i pod brodą. Jego sierść jest tak samo miękka i puszysta jak wtedy, kiedy był szczenia- kiem. Któregoś dnia Fredrikssonowie z Fåker spytali nas, czy nie chcielibyśmy wziąć od nich kolejnego szczeniaka, ale ty byłaś sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. Sixten był siódmym szczeniakiem, którego dostaliśmy od Fredrikssonów. W sumie urodziło im się ze sto psów, które pomagały im w polowaniach na łosie. Uważałaś, że jesteśmy za starzy na kolejnego psa. Hans też tak myślał, a ja powiedziałem, że jesteście śmieszni, i nazwałem was pesymistami.
Kiedyś w końcu nie wytrzymałem i ryknąłem, o co mu, kurde, chodzi? Co to według niego znaczy, że „jesteśmy za starzy na psa”? Spytałem, co w takim razie mamy robić: siedzieć i czekać, aż zdechniemy? Dwa dni później Hans zawiózł nas do Fåker, a kiedy wsiedliśmy do samochodu i położyłem ci Sixtena na kolana, zmieniłaś zdanie. Poszłaś do Larssonów i poprosiłaś ich o kawałek wątróbki. Chciałaś ją ususzyć, żebyśmy mogli tresować naszego nowego psa. To było dokładnie rok przed wystąpieniem pierwszych symptomów twojej choroby.