Ingrid ma dziś na sobie granatową bluzę z logo Pomocy Domowej. Zastanawiam się, czy nie marznie, bo przyszła bez kurtki. To, że ludzie nie marzną, trochę mnie dziwi, chociaż kiedyś sam przez sześć miesięcy w roku chodziłem bez skarpet, a krótkie spodnie wkładałem już na początku maja. Teraz ciągle jest mi zimno i palę w kominku, mimo że na dworze robi się coraz cieplej. Lekarze i pracownicy Pomocy Domowej twierdzą, że to całkiem normalne zjawisko.
Ty też jesteś zmarzlakiem, Fredriko. Kiedy przychodzimy do ciebie w odwiedziny, zwykle masz na sobie stare, robione na drutach kamizelki.
Ingrid jeszcze raz sprawdza dawki leków, a potem bierze telefon, żeby zobaczyć, czy ktoś do niej nie dzwonił. Patrzę na nią i nagle uświadamiam sobie, że nie wiem, czy ma jakąś rodzinę. A może mi o tym opowiadała, tylko zapomniałem? Po sposobie, w jaki ludzie odpowiadają na moje pytania, domyślam się, że pamięć coraz częściej mnie zawodzi. Hansa to denerwuje.
– Niedawno mnie o to pytałeś – mówi mój syn.
Ingrid nigdy mnie w ten sposób nie poniża.
Leżę na jednej z twoich starych kołder zrobionych ze ścinków, układam nogi w innej pozycji i obserwuję Ingrid. Na pewno ma miłe, uprzejme i dobrze wychowane dzieci.