KIEDY ŻURAWIE ODLATUJĄ NA POŁUDNIE
Lisa Ridzén — Literatura

Długo wpatruję się w ogień. Gdyby te wszystkie nieszczęścia spadły na mnie, piłbym wodę ze strumienia, dom ogrzewałbym drewnem i korzystałbym z zapasów żywności zgromadzonych w piwnicy. Płomienie wgryzają się w korę brzozową i zamienia się w gwałtowny ogień. Ich żółty taniec przypomina mi Hansa. Jako chłopiec często i długo wysiadywał przed kominkiem i jak zaczarowany wpatrywał się w ogień. W tamtych czasach nadal byłem dla niego prawdziwym autorytetem, więc wsłuchiwał się uważnie w każde moje słowo.

– Hans chce, żebym przestał palić w kominku, i nie tyl- ko zamierza mi odebrać Sixtena, ale także drewno – mówię i wybucham śmiechem, chociaż jego zamiary przyprawiają mnie o ból serca. – Sugeruje, że powinienem odkręcić kaloryfery, bo wydaje mu się, że mnie na to stać.

– To prawda, ale dobrze pan wie, że jego zachowanie wynika z troski syna o ojca – odpowiada Ingrid, myjąc talerz. – Hans boi się, że któregoś dnia zapomni pan coś zakręcić, potknie się, wracając do domu z drewnem z komórki, albo że pan upadnie w czasie spaceru z Sixtenem.

Chcę jej odpowiedzieć, że Hans jest głupi i myśli tylko o sobie, ale gryzę się w język.