– Proszę się nie przejmować tym, co pana syn mówił o drewnie – radzi mi Ingrid. – Ja albo inni opiekunowie z Pomocy Domowej przychodzimy do pana tak często, że jeśli pan o czymś zapomni, od razu to zauważymy.
Wsuwam palce w brodę i mruczę w odpowiedzi, że Hans ma to w nosie, ale Ingrid ma taką minę, jakby mnie nie słuchała.
– Wieczorem przyjdzie do pana Eva-Lena – przypomina mi.
Ogarnia mnie złość, ale nie odpowiadam, tylko kiwam głową. Nie komentuję jej słów, wiem jednak, że szybko zasnę.
Eva-Lena zaczęła do mnie przychodzić, kiedy w czasie przymrozków Ingrid poślizgnęła się i złamała nogę. Przez kilka tygodni przebywała na zwolnieniu lekarskim, a ja musiałem znosić tę jędzę Evę-Lenę, która na domiar złego pochodzi z Frösön.
Pracownicy Pomocy Domowej odwiedzają mnie cztery razy dziennie. Kiedy Hans pierwszy raz o nich wspomniał, pomyślałem, że to żart. Zrobił to jakieś pół roku po tym, jak się wyprowadziłaś. Zaśmiałem mu się w twarz, ale później było mi wstyd, bo przecież chciał dla mnie dobrze.
W tamtych czasach nadal sam decydowałem o swoim życiu.