– Masz omamy – powiedziała Jane. – Lepiej nie siadaj.
– Wcale nie zamierzam.
Zdaje się, że jednak nie leżała w łóżku. To chyba była zimna posadzka. Czyżby się upiła? Zapomniała, że spodziewa się dziecka i spiła się do nieprzytomności? Aż do omamów?
Jej położnik – szykowny mężczyzna, zawsze z muszką pod szyją, niepokojąco podobny do jednego z jej byłych chłopaków – uspokajał, że jego zdaniem aperitif i, powiedzmy, kieliszeczek wina do kolacji nie stanowią problemu. Alice sądziła, że aperitif to nazwa alkoholu. (Och, Alice!, wzdychała Elisabeth.) Dopiero Nick wyjaśnił, że chodzi o drinka przed kolacją. W jego rodzinie pijało się aperitify. W rodzinie Alice wybór alkoholi ograniczał się do zakurzonej butelki likieru Baileys, ukrytej w szafce za puszkami spaghetti – czekała na lepsze czasy. Mimo pozwolenia ginekologa od chwili, gdy zrobiła test ciążowy, wypiła pół kieliszka szampana i tym się zadręczała, choć wszyscy uspokajali, że nic się nie stało.
– Gdzie ja jestem? – Alice bała się odpowiedzi. Leżała w jakiejś podejrzanej spelunie albo klubie nocnym? Jak wytłumaczy Nickowi, że zapomniała o ciąży?