Kilka dni z życia Alice
Liane Moriarty — Literatura

Kobiecy głos. Zbyt donośny i uporczywy, by go ignorować. Bezlitośnie przywoływał do rzeczywistości, nie pozwalał zapaść w błogą nieświadomość.

Nie znosiła tego rodzaju głosu. Na sam dźwięk skóra zaczynała ją swędzieć jak od przyciasnych pończoch.

Co kobieta z takim głosem robi w jej sypialni?

Przekręciła głowę na bok.

– Au!

Otworzyła oczy.

Przed sobą zobaczyła tylko mgłę nieznanych kolorów i kształtów. Nie widziała nawet szafki nocnej ze szklanką wody. Wzrok znowu musiał jej się pogorszyć.

Mrugnęła. Potem znowu i wreszcie – jakby wyregulowała teleskop – obraz stał się ostry. Przed oczami pojawiły się czyjeś kolana. Dziwne.

Chude, blade kolana.

Odrobinę uniosła brodę.

Wreszcie!

Pierwej by się śmierci spodziewała niż Jane Turner, koleżanki z pracy. A jednak to ona klęczała obok, zarumieniona, z lepkimi włosami przyklejonymi do czoła. W oczach malowało się zmęczenie. Dopiero teraz Alice zauważyła jej krótką i tłustą szyję. Jane była ubrana w przepocony T-shirt i szorty. Chude białe przedramiona miała upstrzone ciemnymi piegami. Alice zwykle widywała ją ubraną od stóp do głów. Żenujący widok. Biedna, stara Jane.

– Listera, wisteria – odezwała się Alice, siląc się na dowcip.