– Pytam, bo jestem w ciąży. – Zaraz się okaże, kto tutaj jest niezdarą.
Jane rozdziawiła usta ze zdumienia.
– Chryste! Alice, nie mów…!
Instruktorka ściągnęła wargi, jakby przyłapała Alice na jakimś grzeszku.
– Ojejciu, złotko, przecież na początku kursu pytałam, czy któraś nie spodziewa się dziecka. Niepotrzebnie ukrywałaś. Nie ma się czego wstydzić. Zaproponowałabym ci jakieś modyfikacje.
Alice dudniło w głowie. Co one bredzą?
– Ciąża – odezwała się znowu Jane. – W takiej sytuacji. Dramat.
– Nieprawda. – Alice przyłożyła rękę do brzucha, żeby Rodzynek nie usłyszał i nie poczuł się urażony. Co Jane obchodzi sytuacja finansowa jej i Nicka? A w ogóle na wieść o ciąży wszyscy powinni być wniebowzięci.
– Ale co zrobisz w tej sytuacji? – drążyła Jane.
Na miłość boską!
– Co zrobię? Jak to, co zrobię? Urodzę, to oczywiste. – Pociągnęła nosem. – Pachniesz lawendą. Wiedziałam, że czuję jej zapach.
Jak każda ciężarna miała wyostrzony zmysł powonienia.
– To mój dezodorant.
Jane wyglądała fatalnie. Pod oczami pojawiły się wory. Trudno było ich nie zauważyć. Chyba najwyższy czas, by zaczęła stosować krem przeciwzmarszczkowy.
– Dobrze się czujesz, Jane?