– Jasne – prychnęła Jane. – Martw się lepiej o siebie, kobieto. To ty jesteś w ciąży i rozbijasz sobie łeb.
Dziecko! Egoistycznie myślała o swojej obolałej głowie, choć powinna martwić się o biednego Rodzyneczka. Wspaniałą będzie matką, nie ma co.
– Mam nadzieję, że podczas upadku nie zrobiłam maleństwu krzywdy – zaniepokoiła się.
– Och, dzieci są twardsze, niż się wydaje. Nie przejmuj się – rozległ się głos innej kobiety.
Dopiero teraz Alice podniosła wzrok i dostrzegła wokół siebie wianuszek zaczerwienionych pań w średnim wieku, ubranych w stroje sportowe. Niektóre wyciągały szyje i gapiły się z niezdrową ciekawością, niczym świadkowie wypadku drogowego, inne podparły się i gawędziły jak na przyjęciu. Zdaje się, że znajdowały się w długim pomieszczeniu oświetlonym jarzeniówkami. Z oddali dobiegała jakaś delikatna muzyka, metaliczny stukot i wybuchy męskiego śmiechu.
– Bogiem a prawdą, będąc w ciąży, nie powinnaś wykonywać intensywnych ćwiczeń – wtrąciła.
– Przecież ja w ogóle nie ćwiczę – tłumaczyła się Alice. – Choć wiem, że powinnam poświęcać temu więcej czasu.
– Nawet gdybyś stanęła na głowie, nie znalazłabyś więcej czasu na ćwiczenia, złotko – stwierdziła Jane.