– Och, jest naprawdę fatalnie. – Jane była przejęta sytuacją.
– Przyjechała karetka! – krzyknął ktoś.
Instruktorka błyskawicznie odżyła. Poderwała się i rozpędziła kobiety niczym dzielna gospocha.
– Wystarczy, dziewczyny. Zróbmy przejście dla ratowników, dobra?
Jane wciąż klęczała przy Alice, z roztargnieniem poklepując ją po ramieniu. Nagle przestała.
– No nie. Dlaczego tobie zawsze się musi poszczęścić?
Alice przekręciła głowę i zobaczyła dwóch mężczyzn w granatowych kombinezonach. Szli w jej stronę ze sprzętem pierwszej pomocy. Zażenowana, próbowała usiąść.
– Leż, skarbie, nie ruszaj się! – zawołał wyższy.
– Wygląda zupełnie jak George Clooney – szepnęła jej do ucha Jane.
Miała rację. Alice od razu poprawił się nastrój. Poczuła się, jakby ocknęła się na planie Ostrego dyżuru.
– Cześć. – George Clooney przykucnął przy nich z dłońmi między kolanami. – Jak masz na imię?
– Jane – przedstawiła się Jane. – Ach, ona. Alice.
– Jak brzmi twoje pełne imię i nazwisko, Alice? – Delikatnie wziął ją za nadgarstek i przycisnął dwoma palcami tętno.
– Alice Mary Love.
– Przewróciłaś się, tak, Alice?
– Podobno. Nie pamiętam.