Kilka dni z życia Alice
Liane Moriarty — Literatura

Jakieś pół miesiąca temu zgłosiła się na badanie USG po dwunastym tygodniu. Rodzynek zrobił wtedy dziwnego fikołka, podobnego do figury tańca disco. Zupełnie jakby ktoś dźgnął go w plecy. Później Nick i Alice bawili znajomych, próbując odtworzyć ten ruch. Wszyscy uprzejmie chwalili i przyznawali, że to niezwykłe.

Położyła dłoń na brzuchu i dopiero wtedy dostrzegła, co ma na sobie. Adidasy i białe skarpetki. Czarne szorty i kusą żółtą koszulkę z błyszczącą naklejką ze złocistej folii. Przedstawiała, zdaje się, dinozaura z dymkiem, w którym było napisane: „Dinozaury wymiatają”. Wymiatają?!

– Co to za ciuchy? – zwróciła się oskarżycielskim tonem do Jane. – To nie są moje ubrania.

Jane spojrzała na George’a, unosząc brwi.

– Do mojej koszulki przyczepił się jakiś dinozaur. – Alice była oburzona.

– Jaki mamy dziś dzień tygodnia, Alice?

– Piątek – odparła pewnie. Trochę oszukiwała. Wykorzystała wzmiankę Jane o „piątkowych zajęciach stepu”. Cokolwiek by to znaczyło.

– Pamiętasz, co jadłaś na śniadanie? – George delikatnie dotykał jej czaszki. Drugi ratownik owinął jej wokół ramienia rękaw i zaczął pompować ciśnieniomierz.

– Tost z masłem orzechowym? – strzeliła, bo właśnie to najczęściej jadała.