Kilka dni z życia Alice
Liane Moriarty — Literatura

Najlepsze wyjście: zasnąć i zanurzyć się w tamtym uroczym śnie o wodzie i różnokolorowych paznokciach u nóg.

Właściwie może ktoś wspominał o bólach głowy, a ona zapomniała? Tak, jasne, wspominał! Bóle głowy, na litość boską! Koszmarne! Fantastycznie.

Tyle trzeba zapamiętać. Żadnych serów pleśniowych, wędzonego łososia ani sushi, żeby nie narazić maleństwa na chorobę, o której wcześniej nawet nie słyszała. Listeria. Jakaś bakteria. Szkodzi dziecku. Dlatego nie wolno jeść resztek. Kęsek wczorajszego udka kurczaka może zabić juniora. Oto brutalny ciężar rodzicielstwa.

Na razie chyba jednak pośpi. Najlepsze wyjście.

Listeria.

Wisteria.

A gdyby tak posadzić wisterię przy płocie od strony sąsiadów? Genialnie by wyglądała, gdyby zakwitła.

Listeria, wisteria.

Ha. Śmieszne te słowa.

Uśmiechnęła się, chociaż głowa naprawdę bolała. Próbowała udawać silną.

– Alice, słyszysz mnie?

Zapach lawendy przybrał na sile. Jakiś taki słodkomdlący.

Ser topiony dobrze się rozsmarowuje. Ma idealną konsystencję. Nie za miękki, nie za twardy. W sam raz. Zupełnie jak łóżeczko niedźwiedziątka.

– Powieki jej drgają, jakby coś jej się śniło.