Kilka dni z życia Alice
Liane Moriarty — Literatura

Nic z tego nie będzie. Nie zaśnie, chociaż czuje się wyczerpana i marzy o tym, żeby przespać cały dzień. Każdą ciężarną tak strasznie łupie w głowie? To jakaś zaprawa, przygotowująca do katorgi rodzenia? Kiedy wstanie, musi to sprawdzić w podręczniku.

Ciągle zapominała, jak okropny jest ból. Okrutny. Męczący. Człowiek marzy tylko, żeby go już nie czuć. Błagam, niech przestanie boleć. Na to wyłącznie znieczulenie zewnątrzoponowe. Tak, koniecznie epidural. Na moją głowę, bardzo proszę. Dziękuję.

– Alice, spróbuj otworzyć oczy.

Czy topiony to w ogóle ser? Przecież nie wykłada się go na deskę razem z innymi. Może kategoria „ser” w ogóle nie obejmuje topionych? Nie zapyta o to lekarza. A nuż znowu westchnie: „Och, Alice…”? Nie będzie robić sobie wiochy.

Nie mogła się umościć. Materac wydawał się twardy jak beton. Jeśli przesunie się w poprzek i połaskocze stopą Nicka, on przekręci się i przyciągnie ją do siebie. Ciepły, przytulny misio. Żywy termofor.

Gdzie ten Nick? Czyżby już wstał? Może parzy herbatę.

– Lepiej się nie ruszaj, Alice. Leż nieruchomo i otwórz oczy, skarbie.