Otworzyła drzwi, poczuła dotyk słońca na nogach i zapach lawendy, którą posadziła przed domem.
Szaleję za tobą.
Na moment przeniosła się do lawendowego raju – po zwykłych zakupach w supermarkecie.
– Już jadą! Wybrałam trzy zera! Pierwszy raz w życiu! Czuję się mądra i odpowiedzialna! A już, już miałam wystukać 911 jak Amerykanka. Nawet wcisnęłam dziewiątkę! To najlepszy dowód, że oglądam za dużo telewizji.
– Mam nadzieję, że to, wiesz, nic poważnego. Chyba, wiesz, mnie nie pozwie, co? Moim zdaniem ten układ wcale nie był trudny.
– Szczerze? Uważam, że trochę przesadziłaś, dorzucając obrót na końcu. Zwłaszcza że jeszcze kręciło się nam w głowach po tamtym podwójnym wyskoku.
– Litości, to grupa zaawansowana! Ludzie narzekają, jeśli ćwiczenia są zbyt łatwe. A ja daję wybór. Uczę po trochu, wiesz. Rany, cokolwiek zrobię, będą marudzić.
Jakaś audycja na żywo? Nienawidziła takich pogawędek ze słuchaczami. Zwykle dzwonili nudziarze, marudy, którymi właśnie coś wstrząsnęło. Alice raz przyznała się, że nią nic nigdy nie wstrząsnęło, na co Elisabeth odparła, że już to jest wstrząsające.
– Włączyłeś radio, Nick? – odezwała się, nie otwierając oczu. – Bo chyba mam migrenę.