Zabrzmiało to jak grymaszenie rozkapryszonej panny. Nigdy tego nie robiła, ale nie zapominajmy, że spodziewa się dziecka, boli ją głowa, jest jej zimno i w ogóle czuje się… dziwnie.
Może to poranne mdłości?
A czy w ogóle jest rano?
Och, Alice.
– Alice, słyszysz mnie? Słyszysz mnie, Alice?
Rodzynku, słyszysz mnie? Słyszysz mnie, Rodzyneczku?
Co wieczór przed snem Nick rozmawiał z dzieckiem przez tubę po papierze toaletowym przyciśniętą do brzucha Alice. Usłyszał o tym w jakimś programie radiowym. Podobno dzięki temu dziecko oprócz głosu matki uczy się rozpoznawać głos ojca.
– Ahoj! – wołał. – Słyszysz mnie, Rodzyneczku? Mówi twój tata.
Wyczytali gdzieś, że dziecko jest teraz wielkości rodzynka. Stąd to przezwisko. Oczywiście zwracali się tak do niego, wyłącznie kiedy byli sami. Poza tym zachowywali się jak przystało na wyluzowanych rodziców. Żadnego roztkliwiania się w miejscach publicznych.
Rodzynek odpowiadał, że tak, czuje się świetnie, dzięki, tatku. Czasem trochę się nudzi, ale poza tym w porządku. Wolałby, żeby mama przestała się zajadać tą obrzydliwą zieleniną i od czasu do czasu jednak skusiła się na pizzę. „Dość żarcia dla królików!”, protestował.