Kilka dni z życia Alice
Liane Moriarty — Literatura

Wszystko wskazywało na to, że Rodzynek jest chłopcem. Po prostu było czuć, że ma w sobie coś z faceta. Mały rozrabiaka. Oboje to przyznawali.

Alice układała się na wznak i patrzyła na czubek głowy Nicka. We włosach połyskiwało już sporo srebrnych nitek. Nie wiedziała, czy je dostrzegł, więc o nich nie wspominała. Miał trzydzieści dwa lata. Kiedy patrzyła na jego siwiznę, oczy Alice zachodziły mgłą. Wszystko przez ciążową skłonność do roztkliwiania się.

Nigdy głośno nie mówiła do dziecka. Rozmawiała z nim w myślach. Nieśmiało, leżąc w kąpieli (oczywiście nie za gorącej – tyle tych przykazań!). Hej, maleństwo – szeptała bezgłośnie i ogarniało ją uniesienie, z zachwytem plaskała dłońmi w wodę niczym dzieciak czekający na Gwiazdkę. Miała już trzydziestkę na karku, do kompletu gigantyczną pożyczkę, męża i dziecko w drodze, a wciąż czuła się niemal tak samo jak wtedy, gdy kończyła piętnaście lat.

Tyle że wówczas po zwykłych zakupach nie przenosiła się do raju. Wciąż przecież nie poznała Nicka. Jej serce musiało jeszcze zostać kilkakrotnie złamane, żeby wreszcie mógł się pojawić i skleić je zdaniami w rodzaju „szaleję za tobą”.

– Alice? Dobrze się czujesz? Proszę, otwórz oczy.