Nie użalać się nad sobą, nie pokazywać córce, że cierpi, że czasami przygniata ją żal tak wielki, że chciało jej się krzyczeć. Dla Neli zawsze miała na ustach uśmiech. I miłość – tej nie musiała udawać.
Podniosła się i sięgnęła po opróżniony do połowy kubek z kawą. Napój zdążył ostygnąć. Zerknęła na zegarek. Dwunasta! O matko, przespała pół dnia. No dobra, nie będzie sobie przecież robić z tego powodu wyrzutów. Właśnie po to jest urlop. Żeby spać do południa i się lenić. Zrobi sobie kolejną kawę i tym razem przeczyta „Wysokie Obcasy” od deski do deski, uśmiechnęła się w duchu i przeszła korytarzem do kuchni, w której wciąż smakowicie pachniało wanilią. Magdalena lubiła takie drobiazgi. Z matematycznego punktu widzenia dodanie wielu wartości znajdujących się nawet kilka miejsc po przecinku prowadzi do liczby całkowitej. Do pełni. Dokładnie tak jest z życiem. Składa się na nie wiele małych elementów, które powinno się wziąć pod uwagę, by zobaczyć całość. Uchyliła okno, a do środka wpadło upalne powietrze. Rozbrzmiał śpiew ptaków. Kolejna wartość po przecinku. Pozornie nic nieznacząca, a jednak bez niej nie osiągnęłoby się takiego wyniku.