W jedną i w drugą. W jedną i w drugą. Gałki oczu Magdaleny przesuwały się czujnie za muchą. Nagle zapadła cisza. Mucha poczuła się na tyle bezpiecznie, że usiadła na rogu stołu. A może po prostu się zmęczyła? Nieważne! To był moment, który trzeba było wykorzystać, nim znowu zacznie swoje dzikie przeloty. Magdalena wstrzymała oddech i powolutku przesunęła się do przodu. Bezszelestnie podniosła rękę i zamachnęła się ścierką, która trzasnęła o blat tak mocno, że naczynia podskoczyły z brzdękiem. Ale mucha nie zabrzęczała. Kobieta podniosła materiał. Owad leżał bez ruchu. Jego odwłok wciąż mienił się granatem. Magdalena zmięła ścierkę i z jękiem obrzydzenia złapała przez nią zastygłe ciałko, które wyrzuciła do śmietnika. Po chwili trzasnęły drzwiczki szafki pod zlewem.
Zadanie zostało wykonane.
Polowanie na muchę w południe.
„Gdyby Nela to widziała!”, zaśmiała się w duchu kobieta i wyszła na korytarz.
– Zabiłam wielką muchę! – krzyknęła w stronę drzwi pokoju Neli. – To było ohydne! – oznajmiła, wciąż czując coś na kształt satysfakcji i repulsji.
Wrzuciła ścierkę do pojemnika z brudami w łazience i podeszła pod pokój córki. Zapukała dwukrotnie i weszła do środka.