– Słyszałaś? Zabiłam muchę końską – powtórzyła, krzywiąc się.
Powiodła wzrokiem po pomieszczeniu, ale nikogo w nim nie było. Pościel była w nieładzie, jakby córka dopiero wstała z łóżka, okno nadal było zamknięte i panował tu lekki zaduch. Magdalena ściągnęła brwi i wycofała się do korytarza. Na podłodze stały sandały, w których córka chodziła latem na co dzień. Obuwia sportowego nie było. Czyżby Nela jeszcze nie wróciła z biegania? Zawsze zajmowało jej to godzinę, ale może poszła do jakiejś koleżanki?
Znów przeszła do kuchni i sięgnęła po telefon. Wybrała numer. Sygnał. Drugi. Trzeci. Czwarty. Piąty. Poczta głosowa.
– Hm – mruknęła. – Pewnie zaraz oddzwoni.
Melodyjnie pogwizdując, zebrała brudne naczynia ze stołu i ułożyła je w zmywarce. Talerz z napoczętym naleśnikiem włożyła do lodówki, przetarła blaty, a potem zaparzyła kawę i w końcu usiadła do lektury ulubionej gazety.
3