Przyspieszyła. Mięśnie jej nóg powoli się rozgrzewały, ręce regularnie wysuwały się w przód i w tył. Jej ciało uwielbiało bieganie. Było od tego uzależnione. Domagało się codziennej porcji dopaminy, serotoniny i noradrenaliny, które sprawiały, że Nela Soba była postrzegana przez przyjaciół jako najbardziej pozytywna osoba na świecie. „Po co przyjmować narkotyki, jeśli wystarczy pobiegać?” – mawiała, na co jej przyjaciele kręcili głowami. „Ich strata. Nie wiedzą, co dobre”, zaśmiała się w duchu, wyobrażając sobie, że teraz większość z nich jeszcze w najlepsze śpi. A tu czeka tyle piękna! Tyle barw, tyle zapachów! Poczuła, jak wypełnia ją szczęście. Dokładnie wiedziała, czego chce. Była w miejscu, w którym powinna się znaleźć.
Rwała dalej przed siebie. Po kilku kilometrach zboczyła ze ścieżki i zbiegła w dolinę, a potem wspięła się na wzgórze. I tak znowu. Dolina, wzgórze. Dolina, wzgórze, aż na skórze dekoltu zebrała się jej strużka potu, a mięśnie nóg paliły, jakby ktoś je przypalał.