Móc codziennie przechadzać się brzegiem morza!”, „W kurorcie pan mieszka! Przecież to tak, jakby cały rok mieć wakacje!”. Bilski czuł się wtedy trochę zdezorientowany. Uśmiechał się lekko i kiwał głową, lecz gdy się nad tym zastanawiał, to ani często nie zażywał morskich kąpieli, ani też specjalnie nie przechadzał się brzegiem morza. Woda w Zatoce Gdańskiej była brudna i mętna, a latem plażę znaczyły syfiaste obślizgłe glony. Brzydził się tam zanurzać nawet stopy, nie rozumiał więc turystów, którzy chlapali się szczęśliwi, jakby Pana Boga za nogi złapali. No i już zdecydowanie nie czuł się przez cały rok jak na wakacjach. Urlopu nie brał już od kilku dobrych lat; jego życie wypełniała głównie praca.
Prokurator przebrnął przez szeroki pas mokrej plaży i przywitał się z obecnymi. Nieopodal zebrała się już grupka gapiów skupionych wokół kobiety w czerwonej kurtce, trzymającej na rękach wyrywającego się pieska.
– Co my tu mamy? – rzucił w przestrzeń Bilski i przyjrzał się obiektowi leżącemu tuż przy linii wody.