Wysokie obcasy pod długą togą zastukały o parkiet. Bogucka przybrała obojętny wyraz twarzy, idąc zdecydowanym krokiem. Nie było jeszcze dziewiątej, a ona zdążyła się już zmęczyć tym cholernym poniedziałkiem. Więcej, czuła się zmęczona nadchodzącym tygodniem. Wstała jak zwykle o piątej, o szóstej miała za sobą lekturę akt nowej sprawy, do ósmej zdążyła napisać uzasadnienie wyroku w sprawie o alimenty, a następnie poprowadziła posiedzenie dotyczące ograniczenia władzy rodzicielskiej. Wcześniej nie chciała zabierać dziecka matce, miesiąc temu dała jej szansę na poprawę i próbę polepszenia swojej sytuacji. Ale szanowna rodzicielka pojawiła się dziś rano w stanie wskazującym na spożycie i przynajmniej tygodniowy brak kąpieli. Pomimo zimna wokanda odbyła się przy otwartym na oścież oknie, ale niewiele to pomogło. Przetrawiony alkohol, czosnek i pot roztoczyły na sali woń meliny, który osiadł na skórze Boguckiej i przeniknął do jej nosa. Po godzinie sędzia nie pozbyła się uczucia zbrukania i była pewna, że nawet porządny prysznic bez mycia włosów nic by nie pomógł. Ewentualnie długi spacer po wietrznej sopockiej plaży. Ale na to musiała poczekać co najmniej do siedemnastej.