Tymczasem podczas posiedzenia wskazała na podstawy uzasadniające umieszczenie dziecka poza środowiskiem rodzinnym i wydała stosowne postanowienie. Na zapijaczonej matce nie zrobiło to szczególnego wrażenia. Pewnie nie bardzo zrozumiała słowa sędzi, ale Helena Bogucka nie miała siły ani chęci nic tłumaczyć. Ogłosiła swoją decyzję i szybko ulotniła się z sali.
Jej zamyślenie przerwały powitania adwokatów, którzy zwyczajowo chcieli się jej przypodobać. Strony już na nią czekały. Krystyna Rodowicz jak zwykle elegancka, w pudroworóżowej garsonce, z wełnianym płaszczem przewieszonym przez ramię, torebką Louis Vuittona w ręce i ustami ściągniętymi w krnąbrnym grymasie. Roman Rodowicz po przeciwnej stronie, w drogim, dobrze skrojonym garniturze, z perfekcyjnie ułożonymi w fale włosami, krzywo spoglądający na byłą żonę. Tak, nic się nie zmieniło i Helena wiedziała, że czeka ją godzina piekła, jakie mogą stworzyć tylko niegdyś kochający się małżonkowie, którzy aktualnie z całą mocą się nienawidzą.
Szybko okazało się, że intuicja jak zwykle jej nie zawiodła. Sędzia rutynowo zadawała pytania, choć doskonale znała odpowiedzi: