– Ma pani jakieś zastrzeżenia co do terminów zaproponowanych przez wnioskodawcę?
– Tak, oczywiście. Nie pasują mi.
– Ale czy nie byłoby miło mieć kilku popołudni w tygodniu tylko dla siebie? Mogłaby pani odpocząć, pójść do kosmetyczki, do kina, na spacer, zebrać myśli, odpocząć od codziennych obowiązków – mówiła Bogucka pojednawczo.
– Nie, nie chcę. Lubię spędzać czas z dziećmi. W niczym mi nie przeszkadzają – odpowiadała oburzona Rodowicz, choć sędzia dobrze zdawała sobie sprawę, że popołudniami dzieci siedzą same przed komputerami lub telewizorem.
– Czemu nie oddaje pani dzieci byłemu mężowi, gdy przyjeżdża po nie w wyznaczonym terminie?
– Pogoda była brzydka. Od razu by się przeziębiły. Na spacer chce je zabierać, jakby nie miał nic innego do zaoferowania. Jak mieszkaliśmy razem, to nigdy się nimi nie interesował. A teraz wielki tatuś.
– Upominam panią, że jest pani zobowiązana do realizowania kontaktów ojca z dziećmi w terminach ustalonych przez sąd.
– Tak, oczywiście, wysoki sądzie.