Czterech mężczyzn (ludzie zapamiętają, że byli to aktorzy teatru studenckiego Bim-Bom) niesie po jednej literze na drągu – P, A, D, U. Krążą wokół siebie, zamieniają się miejscami, odwracają tablice w różne strony i tylko czasem ustawiają je w szyku „dupa”. Jan Szczeblewski, sekretarz Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Gdańsku, dwa tygodnie po zakończeniu festiwalu napisze w raporcie dla Wydziału Kultury Komitetu Centralnego swojej partii: „Tego rodzaju wybryków miało być znacznie więcej (...), jednak sama młodzież (...) zaprotestowała przeciwko temu i nie dopuściła do przemaszerowania przez miasto innych nieprzyzwoitych napisów”[6].
Muzycy z Sekstetu Komedy idą w kondukcie pogrzebowym. Ubrani na czarno, niosą, jak trumnę, jasną skrzynię od wibrafonu. Okleili ją klepsydrami z tytułami najpopularniejszych polskich szlagierów – Wiśniowego sadu i Mambo Italiano. Zofia Lach gra rolę wdowy po muzyce popularnej i jazzie tradycyjnym. Idzie za trumną podtrzymywana przez jednego z członków zespołu. W rękach trzyma słomkowy kapelusz typowy dla jazzmanów z Nowego Orleanu.