Kongres futurologiczny
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Ob­ra­dy mia­ły się roz­po­cząć po po­łu­dniu pierw­sze­go dnia, a już ran­kiem do­star­czo­no nam kom­ple­ty ma­te­ria­łów kon­fe­ren­cyj­nych wy­da­nych ele­ganc­ko, w pięk­nej sza­cie gra­ficz­nej, z licz­ny­mi eks­po­na­ta­mi. Zwłasz­cza ład­nie pre­zen­to­wa­ły się blocz­ki z sa­ty­no­wa­ne­go błę­kit­ne­go pa­pie­ru opa­trzo­ne na­dru­kiem „Prze­pust­ki ko­pu­la­cyj­ne”. No­wo­cze­sne kon­fe­ren­cje na­uko­we też cier­pią od de­mo­gra­ficz­nej eks­plo­zji. Po­nie­waż licz­ba fu­tu­ro­lo­gów ro­śnie w tej sa­mej po­tę­dze, w ja­kiej się zwięk­sza cała ludz­kość, na zjaz­dach pa­nu­je tłok i po­śpiech. O wy­gła­sza­niu re­fe­ra­tów nie ma mowy; trze­ba się za­po­znać z nimi wcze­śniej. Z rana zaś nie było na to cza­su, po­nie­waż go­spo­da­rze po­dej­mo­wa­li nas lamp­ką wina. Ta mała uro­czy­stość od­by­ła się nie­mal bez za­kłó­ceń, je­śli nie brać pod uwa­gę ob­rzu­ce­nia zgni­ły­mi po­mi­do­ra­mi de­le­ga­cji Sta­nów Zjed­no­czo­nych; już z kie­lisz­kiem w ręku do­wie­dzia­łem się od Jima Stan­to­ra, zna­jo­me­go dzien­ni­ka­rza z Uni­ted Press In­ter­na­tio­nal, że o świ­cie po­rwa­no kon­su­la i trze­cie­go at­ta­ché am­ba­sa­dy ame­ry­kań­skiej w Co­sta­ri­ca­nie.