Kontrakt Jacksona
J. T. Geissinger — Literatura

Podniósł wzrok i przyłapał mnie na gapieniu. Odczułam wagę jego spojrzenia przez całą szerokość sali, jego nagłą, niespodziewaną siłę, zupełnie jakby wyciągnął rękę i chwycił mnie za szyję.

Oddech uwiązł mi w gardle. Musiałam się powstrzymać, żeby nie zrobić kroku w tył. Zmusiłam się do uśmiechu, a potem do ruszenia naprzód, chociaż wszystkie moje instynkty krzyczały, żebym się odwróciła i poszukała fiolki z wodą święconą oraz broni naładowanej srebrnymi pociskami.

Zatrzymywałam się często, żeby uścisnąć ręce stałym klientom i się przywitać, więc minęło kolejne kilka minut, zanim dotarłam do baru. Kiedy wreszcie stanęłam przed moim celem, z przerażeniem stwierdziłam, że wyraz jego twarzy zmienił się z odrobinę nieprzystępnego w otwarcie morderczy.

Pierwszym, co Jackson Boudreaux do mnie powiedział, było:

– Nie lubię, kiedy ktoś każe mi czekać.

Oho, czyżby Bestia miał piękny głos?