Kontrakt Jacksona
J. T. Geissinger — Literatura

Głęboki i bogaty, jedwabisty, ale z lekkim pomrukiem, stał w zupełnej sprzeczności z jego niechlujnym wyglądem. Emanował pewnością siebie, władczością i surową seksualnością. To głos mężczyzny, który jest pewny swojego miejsca na świecie – głos przyzwyczajony do wydawania rozkazów zarówno pracownikom, jak i kobietom, które znajdowały się pod nim w łóżku.

Poczułam, że fala gorąca rozlewa się po mojej szyi. Nie byłam pewna, czy to z powodu irytacji, tego głosu czy rozpraszających, stalowo błękitnych oczu, które właśnie wypalały w mojej głowie dwie dziury.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, warknął do mnie:

– Pani hostessa jest niekompetentna. Muzyka jest zbyt głośna. A pani menu jest pretensjonalne. Romeo i Julep? Ostatni Mojitanin? Okropne. Gdybym sugerował się pierwszym wrażeniem, uznałbym, że jedzenie też macie okropne.

Rumieniec z szyi przeniósł się na policzki. Moje usta zdecydowały się odpowiedzieć, zanim ja to zrobiłam.

– A gdybym ja sugerowała się pierwszym wrażeniem, uznałabym, że jesteś jednym z tych bezdomnych żebraków, którzy nękają turystów na bulwarze, i wyrzuciłabym cię z restauracji.

Nozdrza mu zadrgały i wbił we mnie spojrzenie.