– Och, na pewno gdzieś tutaj jest. – Specjalnie nonszalancko machnęłam ręką w powietrzu, bo wiedziałam, że to go zirytuje. – Kiedy tylko stolik się zwolni, wciśniemy pana na jakieś miejsce. Miło, że pan wpadł. A teraz proszę mi wybaczyć, muszę wracać do…
– Panno Hardwick – syknął, podchodząc bliżej, żeby nade mną górować. – Gdzie. Jest. Mój. Stolik?
Czułam mnóstwo spojrzeń zwróconych w naszym kierunku. Kątem oka zobaczyłam barmana Gilly’ego – którego traktowałam prawie jak brata – z twarzą czerwoną ze wściekłości przez to, jak zostałam potraktowana. I czy to moja wyobraźnia, czy w restauracji znowu zrobiło się cicho?
Jedną rzecz zdecydowanie wyobraziłam sobie niewłaściwie. Jackson Boudreaux nie śmierdział. Ani trochę. Stojąc tak blisko, wyłapałam jego zapach, przepyszny powiew egzotycznego piżma i ciepłej, czystej skóry. Byłby niezwykle seksowny na każdym innym człowieku.
Ale to nie był nikt inny. To Książę Dupków, dziedzic międzynarodowej dynastii whiskey, pozbawiony potrzeby golenia się, strzyżenia, nakładania nowych ubrań oraz, jak się wydaje, poszanowania dla ludzkiej rasy.
Pieluszka! Wyobraź go sobie w pieluszce, ze smoczkiem w tych wielkich, tłustych ustach!