Kontrakt Jacksona
J. T. Geissinger — Literatura

Moja panika nie wynikała z faktu, że Hoyt właśnie nazwał tajemniczego nowoprzybyłego zadufanym bucem. Hoyt miał swój sposób na opisywanie ludzi i był on równie barwny jak parada z okazji Mardi Gras. Chodziło o to, że ten konkretny zadufany buc był dziedzicem imperium najlepiej sprzedającego się burbona na świecie.

Burbona, na bazie którego stworzyłam całe swoje wiosenne menu.

To menu zostało niesłychanie dobrze odebrane przez moich gości i stało się przyczyną wzrostu liczby rezerwacji. Otrzymywało fantastyczne recenzje od lokalnych krytyków kulinarnych i nawet w tym miesiącu była o nim przychylna wzmianka w magazynie „Gourmet”.

Szczerze mówiąc, to było menu tak przepełnione miłością, duszą, nadzieją i potem, że czułam, jakby było moim dzieckiem. Poświęciłam całe miesiące na przygotowanie go, testowanie i dopracowanie do perfekcji.

Jednak przybycie na kolację Jacksona Boudreaux we własnej osobie było wydarzeniem, na które kompletnie się nie przygotowałam.