Pierwszy cios w moje szczęście nastąpił, kiedy hostessa wpadła przez metalowe drzwi i wybuchnęła płaczem.
– Ten zafajdany sukinkot może pocałować mnie w dupę! – krzyknęła Pepper, wściekle pocierając wilgotne oczy, przez co tusz do rzęs rozmazał się jej na całe policzki.
Pepper klęła jak szewc, nakładała za dużo makijażu, włosy miała pofarbowane na dziwkarską czerwień i tak krótkie, jak wysokie były jej szpilki, ale była naprawdę słodką dziewczyną, która radziła sobie z ludźmi. Stali klienci ją uwielbiali.
Poza tym to była Dzielnica Francuska. Gdybym chciała mieć hostessę wyglądającą jak bezpłciowa zakonnica, musiałabym sama obsadzać stoliki.
Chwyciłam Pepper za ramię i poprowadziłam na tył kuchni, w pobliże chłodni. Ostatnim, czego chciałam, to żeby moi klienci dostali próbkę ostrych słów Pepper jako dodatek do gumbo.
Podałam Pepper chusteczkę.
– Co się dzieje?
Pepper otarła oczy i dramatycznie pociągnęła nosem.
– Ten mężczyzna, który właśnie wszedł…
Poczułam uścisk w żołądku.
– Pan Boudreaux?
Przytaknęła, po czym rozpoczęła wściekłą tyradę: