Wyprostował się, a kącik jego ust powędrował do góry. Nieodgadniony cień przebiegł przez jego oczy. Serce łomotało mi o żebra. Telefon zawibrował w dłoni, a ja prawie podskoczyłam. Chrząknęłam cicho i odebrałam połączenie.
– Tak?
– Gdzie tak długo jesteście? Wszyscy czekamy już tylko na was – jęknęła z pretensją Hazel.
– Niedługo będziemy – westchnęłam, zmuszając się ze wszystkich sił, by nie spojrzeć na chodzące ucieleśnienie moich fantazji. – Hailey kończy zakupy.
– Właściwie to jeszcze się rozglądam – wtrąciła, nie przestając pożerać nieznajomego wzrokiem.
– Zacznijcie bez nas – bąknęłam.
– Zaczęliśmy, chłopaki nie mogły się doczekać schłodzonego Ciroca. – Mogłam sobie wyobrazić, jak przewróciła oczami. – Czekam na was. – Nie dając mi czasu na odpowiedź, rozłączyła się.
– Hails, bierz te kajdanki i spadamy – ponagliłam ją.
Blondynka posłała mi mordercze spojrzenie, unosząc brwi. Sprzedawca wrócił ze szczelnie zapakowanym kartonem. Wyglądało na coś ciężkiego i… sporych rozmiarów.
– Przepraszam, że czekał pan tak długo. Miałem problem z zeskanowaniem kodu. – Odetchnął, po czym postawił pakunek na blacie.