– Pobudka! – Pstryknęłam palcami przed jej twarzą. – Hazel już jest zła, że się spóźniamy.
– Wielkie mi halo. – Wzruszyła ramionami i przyłożyła kartę płatniczą do terminala. – Ten pan często tutaj przychodzi? – Ściszyła głos, kiedy pochyliła się w stronę ekspedienta.
– Hailey!
– Nie mogę udzielać takich informacji. – Uśmiechnął się niemal przepraszająco… albo z litością do takiej idiotki jak ona.
– Dobry jest. Widziałaś, jak na ciebie patrzył? – Gestem wskazała w stronę okien.
– Napiłaś się, gadasz głupoty. – Starałam się wytłumaczyć ją zarówno przed mężczyzną, jak i przed samą sobą. – Chodź, zamówię Ubera.
– Zapytam, czy nas podwiezie – oświadczyła z zachęcającym uśmiechem.
– Hailey! – Próbowałam ją złapać, ale wyrwała się do przodu. – Hailey, natychmiast tu wróć! – Brzmiałam jak własna matka. – Hails!
Spojrzała na mnie przez ramię z głupkowatym wyrazem twarzy. Jeszcze tego brakowało, żebyśmy trafiły na jakiegoś porywacza albo cholernego alfonsa. Nie chciałam skończyć tego wieczoru w burdelu. Sięgnęłam po telefon, by włączyć lokalizację. Wysłałam swoje położenie do Hazel i modliłam się, żeby była na tyle trzeźwa, by zorientować się, że mogłyśmy być w tarapatach.