Długo nie musiała mnie namawiać. Nie lubiłam odstawać od reszty. Samo podsunięcie butelki pod nos odtrącało zapachem, ale wierzyłam, że doda mi odrobinę odwagi. W szczególności przy powalającym studencie z ostatniego roku. Wzięłam kilka łyków i przełknęłam je szybciej, niż zdążyłam poczuć. Palący płyn spłynął w dół gardła. Zakrztusiłam się, przecierając wargi z obrzydzeniem.
– Cholera, co to jest? – burknęłam. Zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu gumy czy cukierka. Musiałam pozbyć się okropnego smaku z języka.
– Ukradłam ojcu z barku – odparła beztrosko, wzruszając ramionami. – Rosyjska wódka wiśniowa.
– Paskudna. – Skrzywiłam się i wrzuciłam miętówkę do ust.
– Koniec trasy – oznajmił kierowca, patrząc na nas w przednim lusterku.
– Tutaj? – Zmarszczyłam czoło, kiedy wyjrzałam przez szybę. Nie rozpoznawałam tej okolicy.
– Muszę kupić jej jakiś prezent – wyjaśniła Hails, wysiadając z auta.