Prawie zakrztusiłam się miętówką. Wybałuszyłam oczy i przytknęłam wierzch dłoni do ust. Męskie ramię smagnęło moje, gdy wychylił się do przodu. Blisko studziewięćdziesięciocentymetrowy szatyn w czarnej koszuli i spodniach wyrósł przede mną. Do moich nozdrzy dotarł zapach włoskiej mandarynki, kardamonu i pieprzonej… znaczy się pieprzowej mięty. Rzucił mi krótkie spojrzenie, jakby chciał przeprosić, ale zamiast tego zlustrował mnie ciemnymi oczami.
Słodki Jezu. Calvin Klein zgubił modela? Poczułam, jak serce podeszło mi do gardła, a żołądek skakał w brzuchu jak po trampolinie. Nieświadomie wstrzymałam oddech. Mrugałam w milczeniu. Przekręcił głowę i stanął obok Hailey.
– Są beznadziejne. – Jego głos wysłał impuls w dół mojego ciała.
– Och? – Przyjaciółka patrzyła na niego spod wachlarza długich rzęs.
– To plastik, jednorazówka.
– A jakie są… – powędrowała wzrokiem po jego ciele i zatrzymała go znowu na twarzy – …mocne?