Krawiec
Vincent V. Severski — Kryminalne i sensacyjne

– Czy ta nasza robota w ogóle coś daje? – zapy­tał Jovan. – Bo mam wąt­pli­wo­ści. Cen­trala ani razu nic nie powie­działa, żad­nego dobrego słowa. Nic. Jeste­śmy jak jacyś pier­do­leni papa­razzi, a nie…

– Nie nasza sprawa – prze­rwał mu Nikola. – Wiemy, co mamy robić, i robimy – dodał bez prze­ko­na­nia. – Gdyby to wszystko było gówno warte, toby pew­nie zre­zy­gno­wali. W końcu tro­chę tego mate­riału zebra­li­śmy. Poza tym to prze­cież kosz­tuje.

– Pew­nie tak – przy­znał Jovan. – W takim razie sprawdźmy sprzęt i chodźmy do portu na lunch. Na ćevapčici tam, gdzie ostat­nio. Popa­trzymy, może coś się zmie­niło na naszą korzyść. Ktoś ubył? – Uśmiech­nął się i ruszył w kie­runku swo­jego pokoju.

– Raczej przy­był. Ich jest tu cią­gle coraz wię­cej… – rzu­cił za nim Nikola.

Zszedł do garażu, żeby spraw­dzić sil­nik przy pon­to­nie – zauwa­żył, że ten zaczyna się dła­wić przy zwięk­szo­nych obro­tach. Jovan wró­cił na taras, gdzie stała ławeczka do ćwi­czeń. Dbał o spraw­ność fizyczną i codzien­nie rano poświę­cał co naj­mniej czter­dzie­ści pięć minut na tre­ning. Lubił bie­gać, a ćwi­cze­nia z cię­żar­kami sta­no­wiły dosko­nałe uzu­peł­nie­nie jego rutyny.