– Czy ta nasza robota w ogóle coś daje? – zapytał Jovan. – Bo mam wątpliwości. Centrala ani razu nic nie powiedziała, żadnego dobrego słowa. Nic. Jesteśmy jak jacyś pierdoleni paparazzi, a nie…
– Nie nasza sprawa – przerwał mu Nikola. – Wiemy, co mamy robić, i robimy – dodał bez przekonania. – Gdyby to wszystko było gówno warte, toby pewnie zrezygnowali. W końcu trochę tego materiału zebraliśmy. Poza tym to przecież kosztuje.
– Pewnie tak – przyznał Jovan. – W takim razie sprawdźmy sprzęt i chodźmy do portu na lunch. Na ćevapčici tam, gdzie ostatnio. Popatrzymy, może coś się zmieniło na naszą korzyść. Ktoś ubył? – Uśmiechnął się i ruszył w kierunku swojego pokoju.
– Raczej przybył. Ich jest tu ciągle coraz więcej… – rzucił za nim Nikola.
Zszedł do garażu, żeby sprawdzić silnik przy pontonie – zauważył, że ten zaczyna się dławić przy zwiększonych obrotach. Jovan wrócił na taras, gdzie stała ławeczka do ćwiczeń. Dbał o sprawność fizyczną i codziennie rano poświęcał co najmniej czterdzieści pięć minut na trening. Lubił biegać, a ćwiczenia z ciężarkami stanowiły doskonałe uzupełnienie jego rutyny.