Królestwo
Jo Nesbø — Kryminalne i sensacyjne

Wystraszyłem się tak, że walnąłem głową w spód maski. Wycierając z palców olej, spojrzałem na porośnięte krzewinkami zbocze, a odgłos przetaczał się coraz dalej jak grzmot ponad wsią w dole nad jeziorem Budal. Dziesięć minut później przybiegł Carl. Zwolnił, kiedy był już na tyle blisko, iż wiedział, że mama albo tata mogą go zobaczyć z domu. Nie było z nim Doga. Nie miał też strzelby. Chyba już wtedy zacząłem się domyślać, co się wydarzyło, i pospieszyłem mu na spotkanie. Na mój widok zawrócił i wolnym krokiem ruszył w stronę, z której przyszedł. Kiedy go dogoniłem, zobaczyłem, że policzki ma mokre od łez.

– Próbowałem – wykrztusił. – Poderwały się do góry tuż przed nami, całą gromadą. Wycelowałem, ale po prostu nie mogłem. Bardzo chciałem, żebyście usłyszeli, że przynajmniej próbowałem, więc skierowałem strzelbę w dół i wypaliłem. A kiedy ptaki odleciały, spuściłem głowę i zobaczyłem, że Dog leży na ziemi.

– Martwy? – spytałem.

– Nie. – Teraz Carl płakał już na dobre. – Ale on... on umiera. Krew mu leci z pyska, a oczy ma roztrzaskane. Leży na ziemi, skamle i cały się trzęsie.

– Biegiem! – zakomenderowałem.