– Chciałam, żeby pooglądali telewizję, ale wymknęli się na górę, kiedy wyjmowałam jogurt.
Stojąca w drzwiach Maja, w koszuli nocnej z jednorożcem, z rezygnacją rozłożyła ręce.
– Kochanie, nie musisz ich pilnować rano, mogą tu przychodzić – odezwał się Patrik, kiwając na nią, żeby też przyszła.
Maja, zawsze taka odpowiedzialna, zawahała się, ale w końcu uśmiechnęła się szeroko i skoczyła na łóżko, żeby też wziąć udział w zabawie. Erica z Patrikiem spojrzeli na siebie. Są idealną rodziną. Po prostu idealną.
– Myślisz, że zadzwonią wcześniej, czy musimy czekać do czwartku? Czasem jednak uprzedzają.
Henning Bauer bębnił palcami po stole. Był pierwszy weekend października. Za oknem zapanowała jesień, szare grzywiaste fale uderzały o gładkie skałki wysepki. Ich wysepki.
Patrzył na Elisabeth, siedziała naprzeciwko nad filiżanką herbaty.
– No bo przecież dochodzą słuchy, że jestem jednym z ostatnich pięciu kandydatów. Co oczywiście nie znaczy, że to ja wygram. Gwarancji nie ma. Jednak jeśli to prawda, to mam dwadzieścia procent szans.
Jego palce wciąż bębniły po stole.