– Pierdol się, Spider. – River wyszarpnął słuchawkę z ucha.
Dotarł do schodów – miejsca, gdzie tłum jest zasysany do metra. Teraz się z niego wylewał. Dominowało poirytowanie, ale dało się też wyczuć inne emocje: strach, tłumiony popłoch. Większość z nas uważa, że niektóre rzeczy przytrafiają się tylko innym. Wielu z nas sądzi, że jedną z takich rzeczy jest śmierć. Słowa płynące z głośników osłabiły to przekonanie.
– W tej chwili dworzec jest zamknięty. Proszę udać się do najbliższego wyjścia.
To metro jest główną arterią miasta, pomyślał River. Nie peron, z którego odjeżdżają pociągi na wschód. Metro.
Wcisnął się w tłum ewakuowanych, ignorując ich wrogość. „Proszę mnie przepuścić”. To niewiele dało. „Ochrona. Proszę mnie przepuścić”. To podziałało lepiej. Wprawdzie nie otworzyła się przed nim ścieżka, ale ludzie przestali spychać go do tyłu.
Dwie minuty do przyjazdu psów. Niecałe.