Korytarz rozszerzał się u dołu schodów. River pognał za róg, gdzie było trochę więcej przestrzeni – automaty z biletami przy ścianach, okienka kas z poopuszczanymi żaluzjami; ludzie, którzy jeszcze niedawno stali w kolejkach, dołączyli do tłumu zmierzającego gdzie indziej. Zbiorowisko już się przerzedziło. Zatrzymano ruchome schody i zabezpieczono je taśmą, żeby idioci trzymali się od nich z daleka. Na peronach poniżej było coraz mniej pasażerów.
Rivera zatrzymał gliniarz z BTP.
– Dworzec jest ewakuowany. Ne słyszysz cholernych megafonów?
– Jestem z wywiadu. Perony już puste?
– Z wywia…?
– Perony puste?
– Są ewakuowane.
– Jesteś pewien?
– Tak mi powie…
– Macie tu monitoring?
– Oczywiście, mamy…
– Zaprowadź mnie.
Hałas wokół trochę przycichł; echa oddalających się podróżnych odbijały się od sufitów. Zbliżały się jednak inne dźwięki: szybkie, ciężkie kroki na wyłożonej kafelkami podłodze. Psy. River miał niewiele czasu, żeby wszystko naprawić.
– Teraz.
Gliniarz zamrugał, ale wychwycił naglący ton Rivera – trudno go było nie zauważyć – i wskazał przez ramię na drzwi z napisem „Zakaz wstępu”. River przeszedł przez nie, nim zjawiły się psy.