W małym pomieszczeniu bez okien pachniało bekonem. Wyglądało jak kryjówka podglądacza. Obrotowe krzesło naprzeciw rzędu monitorów. Każdy z nich miarowo mrugał, pokazując z różnych ujęć tę samą scenę: opuszczony peron metra. To było jak nudny film science fiction.
Powiew przeciągu zawiadomił go, że gliniarz wszedł do środka.
– Który peron jest który?
Gliniarz mu pokazał: pogrupowane po cztery.
– Północny. Piccadilly. Victoria.
River przyglądał się im. Co dwie sekundy kolejne mrugnięcie.
Spod podłogi dobiegł odległy pomruk.
– Co to?
Gliniarz gapił się na niego.
– Co?
– To pociąg metra.
– To one kursują?
– Dworzec jest zamknięty – wyjaśnił policjant, jakby rozmawiał z idiotą – ale linie działają normalnie.
– Wszystkie?
– Tak. Ale żaden pociąg się tu nie zatrzyma.
Nie musiał się zatrzymywać.
– Co jest następne?
– Co jest…?
– Następny pociąg, do cholery. Z którego peronu?
– Victoria. Na północ.
River był już za drzwiami.
U góry schodów stał niski ciemnowłosy mężczyzna, zagradzając mu drogę powrotną do głównej hali dworca. Rozmawiał przez słuchawki. Na widok Rivera ton jego głosu nagle się zmienił.
– Jest tutaj.