Kulawe konie
Mick Herron — Kryminalne i sensacyjne

Za nim biegł ktoś jeszcze, wołając go po imieniu, ale to nie miało znaczenia. River ścigał się z pociągiem. Ścigał się i wygrywał – zrównał się z nim i go wyprzedzał; jak w zwolnionym tempie słyszał jego mechaniczny zgrzyt potęgowany panicznym, narastającym w środku strachem. Słyszał łomotanie w okna. Zdawał sobie sprawę, że maszynista wpatruje się w niego z przerażeniem, przekonany, że biegnący zaraz rzuci się na tory. River nie mógł jednak nic poradzić na to, co myślą inni – River mógł tylko robić to, co robił, czyli biec wzdłuż peronu dokładnie z taką szybkością, z jaką biegł.

Przed nim – w niebieskim T-shircie i białej koszuli – ktoś także robił jedyne, co mógł.

Riverowi nie starczyło tchu, żeby krzyknąć. Ledwie starczało mu tchu, żeby przeć naprzód, ale udało mu się…

Niemal mu się udało. Niemal był wystarczająco szybki.

Za nim ktoś znów zawołał go po imieniu. Za nim pociąg nabierał prędkości.

Zdał sobie sprawę, że wyprzedza go kabina maszynisty, pięć jardów od celu.

Bo to był cel. To od początku był cel.