River minął jeden z punktów z kawą i na widok siedzącej pary powróciło wspomnienie. Wczoraj o tej porze był w Islington. Jego ocena sprawności obejmowała stworzenie dossier jakiejś osoby publicznej: Riverowi przydzielono ministra kultury z gabinetu cieni, który niedawno miał dwa niewielkie wylewy i przebywał w prywatnej klinice w Herfordshire. Wyglądało na to, że proces nominowania jego zastępcy nie został uruchomiony, więc River wybrał jednego z własnej inicjatywy i przez dwa dni śledził Lady Di, nie pozwalając się zauważyć – biuro/siłownia/biuro/winiarnia/biuro/dom/kawiarnia/biuro/siłownia… To właśnie logo tego miejsca wywołało skojarzenia. S.D. w jego głowie warknął karcąco: „Skup się na robocie. To samo miejsce, dobry pomysł?”.
Dobry pomysł.
Cel odbił w lewo.
– Potterville – mruknął do siebie River.
Przeszedł pod wiaduktem i też skręcił w lewo.
Rzut oka na niebo nad głową – szare i wilgotne jak ścierka do naczyń – i River był już przy wejściu do małej hali mieszczącej perony 9, 10 i 11. Ze ściany po jej zewnętrznej stronie wystawała połowa wózka na bagaż: peron 9 i ¾, skąd odjeżdżał pociąg do Hogwartu. Wszedł do środka. Cel schodził już na dół, na peron 10.
Wszystko przyspieszyło.