Wokół nie było wielu ludzi – następny pociąg odjeżdżał dopiero za piętnaście minut. Jakiś mężczyzna czytający gazetę na ławce, i w sumie to tyle. River przyśpieszył kroku, zmniejszył dystans. Wychwycił za plecami zmianę dźwięków – z wszechobecnego gwaru na pełen skupienia pomruk – i domyślił się, że to zadaniowcy przyciągnęli uwagę.
Cel się jednak nie obejrzał. Poruszał się dalej, jakby zamierzał wsiąść do najodleglejszego wagonu: biały T-shirt, niebieska koszula, plecak i tak dalej.
River znów zbliżył usta do guzika. Wypowiedział słowa: „Brać go”, i puścił się biegiem.
– Wszyscy na ziemię!
Mężczyzna na ławce podniósł się i natychmiast został powalony przez postać w czerni.
– Na ziemię!
Z przodu jeszcze dwóch mężczyzn zeskoczyło z dachu pociągu i przecięło drogę celowi. Ten odwrócił się i zobaczył Rivera, który pokazywał mu ręką, żeby padł na ziemię.
Zadaniowcy wykrzykiwali polecenia.
„Plecak!”
„Rzuć plecak!”
– Połóż plecak na ziemię – powiedział River. – I uklęknij.
– Ale ja nie…
– Rzuć plecak!