Łakome
Lebda Małgorzata — Literatura piękna polska

Babka obserwuje nas z okna zachodniego poko­ju. Paznokciami rozdrapuje sobie skórę na policzku. Znam ten odruch. Rodzi się w niej, kiedy się czemuś przygląda. Potrafi podrapać się cała i nic o tym drapaniu nie wiedzieć.

Dziadek przystawia drabinę do pnia trześni. Asystuję. Ostrożnie stawia stopy na szczeblach. Dociera do szczytu. Drutem przytwierdza do gałęzi straszak.

Strach na głód, mówię pod nosem.

Czerwona sukienka babki zaczyna się poruszać na wietrze. Podmuch wchodzi w nią i wypełnia miejsce, gdzie kiedyś było ciepłe ciało. Mam wrażenie, że sukienka ożyła.

Duch sadu, mówię do Ann, która do nas dołącza.

Nic nie działa jak czerwona sukienka, nuci.

Szpaki kołują nad drzewem.

Już w zachodnim pokoju pytam babkę, czy pamięta, że miała na sobie ten ciuch zeszłej wiosny. Są na to fotografie.

Przytakuje.

Czerwień podkreślała jej siwe włosy.

Wiesz, mówi, już wtedy choroba musiała we mnie być. Wyobrażasz to sobie?

Przytakuję.

Opuszkami palców badam ranę, którą wydrapała w policzku.