Przyglądając się jej zgrabnej figurze, nie odzywał się słowem. Ona zaś patrzyła przed siebie, niby go ignorując, choć niewielki uśmiech zdradzał, że jest świadoma spojrzenia, które przyciąga.
Langer oczami wyobraźni widział głębokie cięcia, jakie mógłby wykonać na tym ciele. Miejsca, w które nóż wchodziłby jak w masło. I te, gdzie należało uderzyć młotkiem, by połamać jak najwięcej kości.
– To jest chyba ten moment, kiedy powinieneś rzucić jakimś tekstem – odezwała się półgębkiem kobieta.
Piotr milczał.
– Typu: „Hej, w końcu podszedłem. Czyli zostały ci jeszcze dwa życzenia” – dodała.
Miała jedwabistą, dobrze nawilżoną i naprężoną skórę szyi. Wyobrażał sobie, jak ją odciąga, a potem przerywa naczynia krwionośne. Jak odchyla jej głowę na bok, by krew wydostała się z jeszcze większą swobodą z jej ciała.
– Naprawdę? – rzuciła. – Nie masz nic w zanadrzu?
– Nie muszę mieć.
Blondynka prychnęła cicho, a potem przesunęła palcem po obwodzie czaszy kieliszka, z którego piła białe wino. Piotr się wzdrygnął.
– Nie powinnaś tego robić – odezwał się.
– Hm?
– Dotykać miejsca, z którego pijesz.