Langer
Remigiusz Mróz — Polskie kryminały

– Który mogłeś zachować dla siebie – odparła, przysuwając bliżej niego szklankę. – A jednak postanowiłeś się nim podzielić.

Nie miał zamiaru pić tego bourbona, nie po tym, jak rozmówczyni dotknęła ścianki. Skinął na kelnera i dał mu znać, by nalał kolejną porcję do innego szkła.

– Nina – odezwała się.

– Nie pytałem cię o imię.

– Bo walczyłeś z ostrym cieniem mgły?

Kąciki ust Langera lekko drgnęły.

– I nie musiałeś – dodała nieco poważniej. – Cała mowa twojego ciała zrobiła to za ciebie.

– Taka jesteś pewna?

Zamiast odpowiedzieć, zamieszała winem w kieliszku, potem uniosła go do nosa, wciągnęła głęboko aromat i dopiero się napiła. W tym rytuale tkwił pewien automatyzm, który świadczył, że ma doświadczenie. Wykonywała ruchy niemal mechanicznie i ani na chwilę nie oderwała spojrzenia od jego oczu.

Zapraszała go do dalszej rozmowy, a on był na tyle zaciekawiony, by skorzystać.

– Piotr – rzucił.

Wyciągnęła do niego rękę, a on delikatnie ją uścisnął. Na dłoniach także dobrze nawilżona skóra, paznokcie o idealnej długości, skórki starannie wyrównane, palce długie. Łamałyby się wprost idealnie w okolicy śródręcza.

Langer przez moment przyglądał się jej dłoni.