Langer
Remigiusz Mróz — Polskie kryminały

– Teraz powinieneś powiedzieć, że ci miło – odezwała się Nina.

– Nie robię rzeczy, które powinienem.

– Tak – odparła pod nosem. – Zdążyłam już się o tym przekonać.

Cofnął rękę, przeciągając moment ostatniego dotyku. Zareagowała w podobny sposób, zupełnie jakby nie chciała go wypuszczać. Piotr w końcu oderwał od niej wzrok i powiódł nim po zebranych biznesmenach.

– Z kim przyszłaś? – rzucił.

– A skąd myśl, że to zrobiłam? Może raczej to ktoś przyszedł ze mną?

Langer krótko pokręcił głową.

– To spęd samych kutasów – oznajmił.

Kobieta z zaskoczeniem parsknęła.

– Bez dwóch zdań – odparła. – Ale chyba musisz rozwinąć.

– Z listy najbogatszych są tu sami mężczyźni – wyjaśnił. – Zjawili się, żeby porównywać długości swoich fiutów i pozorować charytatywne zaangażowanie, nic ponadto. Kobiety nie mają tu czego szukać, wolą realnie pomagać.

Upił łyk bourbona, uznając, że przekazał wszystko, co miał zamiar.

– Ciekawe – zauważyła Nina.

– Co takiego?

– Twój samokrytycyzm.

Docenił tę uwagę nikłym, niemal niewidocznym uśmiechem znad szklanki.

– Też tu jesteś, prawda? – dodała.

– Tak. Tyle że ja nie muszę się z nikim mierzyć.

– Taki jesteś pewny? – przedrzeźniła go.