– Ten cmentarz...
– Co z nim? – Nowak dopiero teraz zwrócił uwagę na pełgające w mroku ciepłe ogniki. Młody miał rację, to musiał być cmentarz. Kilku świeczkom, tym najbardziej osłoniętym, udało się przetrwać od Wszystkich Świętych.
– Mijałem go. Tak mi się wydaje.
Nowak zwolnił, starając się nie dopuszczać do siebie nadziei. Piotrkowi już kilka razy zdawało się, że poznaje okolicę.
– Po prawej czy lewej stronie?
Chłopak zastanowił się.
– Po lewej.
Tym razem nie dodał „chyba”. Sierżant uznał to za dobry znak.
– Czyli musimy zawrócić.
Koła zabuksowały w błocie. Tył stuknął w coś lekko, mokre liście zamiotły jedną z bocznych szyb, o dach drapnęła gałąź.
Samochód pełzł powoli przez rozpluskaną ciemność.
– Tędy. Nie, chyba jednak tędy – komenderował chłopak, a Nowak jechał, zaciskając zęby.