Lato utraconych
Anna Kańtoch — Literatura

– Ten cmentarz...

– Co z nim? – Nowak dopiero teraz zwrócił uwagę na pełgające w mroku ciepłe ogniki. Młody miał rację, to musiał być cmentarz. Kilku świeczkom, tym najbardziej osłoniętym, udało się przetrwać od Wszystkich Świętych.

– Mijałem go. Tak mi się wydaje.

Nowak zwolnił, starając się nie dopuszczać do siebie nadziei. Piotrkowi już kilka razy zdawało się, że poznaje okolicę.

– Po prawej czy lewej stronie?

Chłopak zastanowił się.

– Po lewej.

Tym razem nie dodał „chyba”. Sierżant uznał to za dobry znak.

– Czyli musimy zawrócić.

Koła zabuksowały w błocie. Tył stuknął w coś lekko, mokre liście zamiotły jedną z bocznych szyb, o dach drapnęła gałąź.

Samochód pełzł powoli przez rozpluskaną ciemność.

– Tędy. Nie, chyba jednak tędy – komenderował chłopak, a Nowak jechał, zaciskając zęby.