Lato utraconych
Anna Kańtoch — Literatura

Lodowata fala uderzyła Nowaka, gdy tylko otworzył drzwi. Wysiadł i wyprostował się, z trudem przezwyciężając instynkt, który nakazywał kulić się i osłaniać głowę. Na zboczu po prawej połyskiwały dwa światełka, jedno bliżej, drugie dalej. Walcząc z wiatrem ciskającym mu w twarz strugi deszczu, ruszył w stronę tego pierwszego. Wąska ścieżka wiodła do furtki, za nią w mroku majaczył zarys domu. Sierżant zawahał się, sięgając do klamki. W ciemnościach słyszał wściekłe ujadanie psa, ale też szczęk łańcucha, pchnął więc furtkę i wszedł do ogrodu.

Po kilkunastu sekundach dobijania się do drzwi otworzył mu lekko pijany mężczyzna. Z wnętrza domu dobiegało pobrzękiwanie kieliszków i śmiech, ktoś ładnym nawet głosem śpiewał „A kto z nami nie wypije...”. Pachniało świeżo upieczonym ciastem i Nowak dopiero teraz poczuł, jak bardzo jest głodny.

Przedstawił się i pokazał legitymację. Gospodarz wybałuszył oczy.

– Do nas? Przecie...

– Nie do was. Wie pan może, gdzie tu jest wieś Podkowy?