– Podkowy? – Facet z trudem zbierał myśli, był jednak wystarczająco trzeźwy, żeby w końcu się udało. – Drogą pan pójdziesz, od kapliczki w lewo. I w górę. Tylko że to nie żadna wieś, a przysiółek. Trzy chałupy, w dwóch już nikt nie mieszka...
– A w trzeciej?
– No, taka kobita tam żyje.
– Nie ma przypadkiem nastoletniego syna?
– Syna? Skąd, w życiu. Sama jak palec jest.
– Daleko to?
– Z dziesięć minut. Pieszo, bo samochodem to pan tam nie wjedziesz.
– Dobrze, dziękuję. – Nowak chciał zabrać faceta ze sobą jako przewodnika, ale żal mu było odrywać człowieka od rodzinnej imprezy.
Jakoś trafię, pomyślał, kiedy zamykały się za nim drzwi, za którymi zostały ostatnie nuty Sto lat i zapach ciasta.